Nieznana polska Szwajcaria. Turyści pokochali Bieszczady za dzikość i kameralność
Artykuł jest częścią zimowej edycji cyklu Wirtualnej Polski "Jedziemy w Polskę". Wszystkie reportaże publikowane w ramach akcji są dostępne na jedziemywpolske.wp.pl
Góry, gęste lasy, dzika przyroda i kameralne wioski tworzą idealne warunki do spędzenia ferii w atmosferze spokoju i bliskości natury. Choć Bieszczady kojarzą się przede wszystkim z pieszymi wędrówkami, zimą zmieniają się w prawdziwy raj dla narciarzy i snowboardzistów.
Wielu turystów wybiera właśnie ten kierunek zamiast Tatr, by móc spędzić zimowy wypoczynek w większym spokoju, bez kolorowych straganów, głośnych nagabywaczy, kameralnie i w znacznie niższych cenach.
W tegorocznym sezonie zimowym to właśnie ten region zanotował wzrost rezerwacji w porównaniu do poprzednich lat. Obecnie, jak wynika z danych Podkarpackiej Izby Gospodarczej, zajętych jest powyżej 80 proc. wszystkich kwater. - Obserwujemy trend potężnego wzrostu rezerwacji. Sezon zimowy jest znacznie bardziej udany od letniego, co jest dużą zmianą. W lecie to są krótkie pobyty, weekendowe, a zimą dłuższe. Bardzo nas cieszy ten trend - mówi Wirtualnej Polsce z Podkarpackiej Izby Gospodarczej.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Tatry na ferie zimowe. Jak przygotować się do wyjścia na szlak?
Także hotelarze w Bieszczadach nie ukrywają, że obecny sezon zimowy jest dla nich pozytywnym zaskoczeniem. - Jest spokojniej i dużo taniej niż w Tatrach. Mamy pyszną lokalną kuchnie, jest śnieg, klimat - mówi WP Kazimierz Wolny, właściciel pensjonatu "Caryńska". Jak podkreśla, infrastruktura narciarska z roku na rok się rozwija, oferując turystom wysokiej jakości warunki.
Hotelarze: "Turyści zamienili Tatry na Bieszczady"
- Ludzie mówią nam wprost, że zamienili Tatry na Bieszczady. Mamy gości, którzy jeździli latami do Białki, Bukowiny czy Zakopanego, ale u nas jest spokojniej i ceny są niższe - zaznacza. W jego pensjonacie wszystkie miejsca pozostają zajęta do końca marca.
Także właścicielka noclegów w Ustrzykach Dolnych Kasia Farbaniec przyznaje, że od kilku lat nie miała w swoich domkach tak dużego obłożenia. - Turyści stale dzwonią, rezerwują. Nie martwią się o brak śniegu, bo kilkadziesiąt centymetrów pokrywy to wystarczająco, by można było pojeździć czy pooglądać ośnieżone połoniny. My tu gwarantujemy, że te warunki będą dobre, co najmniej do połowy marca - mówi pani Kasia.
Czytaj także:Na Pomorzu prawdziwy szał. Telefony się urywają
Jak podkreśla, najpopularniejsze ośrodki, takie jak Laworta, Zatwarnica czy Ustrzyki Dolne, zapewniają nie tylko narciarstwo, ale także inne zimowe atrakcje, takie jak trasy biegowe, lodowisko czy sanki.
Największym kompleksem jest położona w pobliżu miejscowości Muczne Laworta. Oferuje nie tylko wspaniałe widoki, ale także trasy narciarskie, odpowiednie zarówno dla początkujących, jak i dla bardziej zaawansowanych narciarzy. To alternatywa dla tych, którzy chcą uniknąć tłumów na popularniejszych stokach.
W czwartkowy poranek na stoku szusuje kilkadziesiąt osób, ale stok powoli się zapełnia. Spotkani przez nas turyści tłumaczą, że to do wypoczynku w tym rejonie Polski skłoniły ich przede wszystkim ceny.
Laworta Bieszczady Źródło: PAP
Atrakcyjne ceny w Bieszczadach. "Taniej o połowę niż w Tatrach"
Za weekend ze śniadaniem zapłacimy w Bieszczadach około 500 zł za rodzinę 2+1 w pensjonatach lub domkach. Pobyt w hotelu waha się od 600 do 900 zł. Tymczasem w Zakopanem ceny w pensjonatach są wyższe o ponad 30-40 proc. Co więcej, weekend w luksusowym hotelu pod Tatrami to koszt nawet 6 tys. zł. Najbardziej prestiżowy hotel w Bieszczadach z basenem, własnym stokiem narciarskim kosztuje 2300 zł.
Całodniowy karnet na najbardziej popularnych stokach m.in. w Wańkowej, Ustrzykach czy na Laworcie kosztuje 115 zł. W Tatrach 170 zł. Czterodniowy karnet w Bieszczadach to koszt ok. 330 zł.
- Jest taniej o połowę niż w Tatrach. Dosłownie! Dla mojej czteroosobowej rodziny to tydzień ferii w Bieszczadach to jest około 3 tysięcy złotych, a w ubiegłym roku w Tatrach ponad 5500. Teraz te ceny jeszcze poszły w górę - mówi nam pan Janusz Dubis, który na ferie przyjechał do Ustrzyk z Rzeszowa.
- Warunki są dobre, a ludzi mniej, więc lepiej się śnieg trzyma niż na przykład w Białce. Tam po godzinie jest tak rozjeżdżony... do tego tłumy ludzi, ciągłe wypadki. Tu jakoś większa kultura, większy spokój - mówi turysta.
Jego relację potwierdza rodzina ze Śląska, która przyjechała na narty z Katowic. - Wybraliśmy Bieszczady, bo mamy stąd dobre wspomnienia jeszcze z czasów studenckich. Widać, że się trochę pozmieniało, ale wciąż jest ten klimat, jest cicho, no i na pewno taniej niż u nas na Śląsku czy w Zakopanem - mówi pani Monika Kozub. Podliczając koszty stwierdza, że ferie kosztują ją trochę ponad dwa tysiące. - Tyle to wydałabym za same zjazdy w innej części kraju - szacuje.
- Zauroczyły nas Bieszczady, szczególnie Laworta, jest pięknie, zimowo, dziko. Taka nieznana polska Szwajcaria. Oby to miejsce pozostało zawsze takie jak teraz - dodaje mąż pani Moniki - Tomasz.
Bieszczady nie tylko na narty
Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że Bieszczady oferują także warunki do jazdy na nartach biegowych oraz freeride’u. Wiele tras biegowych przebiega przez malownicze, dzikie tereny, oferując niezapomniane widoki na bieszczadzkie góry i lasy.
Oprócz jazdy na nartach, turyści decydują się na wędrówki po górach, kuligi czy odkrywanie najdzikszych bieszczadzkich wiosek. Ferie zimowe w Bieszczadach to wyjątkowa okazja, aby połączyć pasję do sportów zimowych z wypoczynkiem w malowniczym i spokojnym regionie Polski. Niezależnie od tego, czy szukasz aktywnego wypoczynku, czy chcesz po prostu odpocząć wśród bieszczadzkiej przyrody, ten region ma wszystko, czego potrzeba, aby ferie były niezapomniane.
Joanna Zajchowska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Czytaj także:Masowo odwołują ferie w Tatrach. "Nie chcą nawet zwrotu zaliczki"
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl